Co wniosła w moje życie podróż po Azji? Azja1 Full view

Co wniosła w moje życie podróż po Azji?

Parę dni temu wróciłam z 1,5 miesięcznego wyjazdu do Azji. Po 40 godzinach podróży błogo było się wykąpać i położyć w swoim łóżku. Chciałabym podzielić się z Wami przemyśleniami, które kłębiły się w mojej głowie podczas tej wyprawy. Ten wpis będzie raczej sentymentalny bardziej niż informacyjny. Co, gdzie udało mi się zwiedzić opiszę Wam i pokaże na zdjęciach w kolejnych wpisach:)

Pierwsze 2 tygodnie spędziłam z moją mamą na objazdówce po Wietnamie,Laosie i Kambodży. Bardzo się cieszę, że udało nam się pojechać tam wspólnie. Pomimo tego, że moja mama wyjechała z Polski z zapaleniem krtani a azjatycki klimat nie bardzo sprzyjał wyleczeniu, starała się ona wykrzesać z siebie siły do zwiedzania. Wszystko działo się szybko. Autokar, hotel, atrakcja, autokar, atrakcja, hotel. Później zmiana hotelu i tak przez 16 dni. Żadnego z krajów dawnych Indochin nie poznałam bardzo dobrze. 16 dni na 3 kraje to słaba opcja. Nie poczułam klimatu odwiedzanych miast, przez to, że poruszaliśmy się po nich w większości autokarem. Odwiedziliśmy wiele pięknych świątyń buddyjskich, ale w żadnej nie mogłam spokojnie pokontemplować bo czas nas gonił, a grupa czekała. Całe szczęście grupa była w porządku. Jak na 40 osób podróżujących razem dogadywaliśmy się całkiem nieźle. Rozstrzał wiekowy był ogromny: najmłodsza dziewczynka miała około 13 lat i podróżowała z rodzicami, a najstarsza uczestniczka miała aż 84 lata! Ja pomimo tego, że byłam tam prawie najmłodsza znalazłam sobie koleżanki, z którymi fajnie spędzało nam się czas. Wiek nie grał roli. To, co mogę powiedzieć na pewno, to, że nie polecam tego typu wycieczek ludziom młodym. Może też zależy od typu człowieka, bo niektórzy wolą wyjechać na wygodne wakacje, gdzie wszystko jest zorganizowane i nie trzeba się o nic martwić. To jest ok, rozumiem to, ale ja stwierdzam, że dla mnie w tym nie ma ani krzty przygody:) Mogę powiedzieć to dopiero po całej wyprawie, porównując te dwie części: 2 zorganizowane przez biuro podróży tygodnie i miesiąc przygody, gdzie trzeba było liczyć na samą siebie (no i na moją świetnie zorganizowaną Przyjaciółkę) 😉

Z moją mamą rozstałam się w Wietnamie. Ostatnie kilka dni spędziłyśmy w miasteczku Mui Ne, które jest mekką kitesurferów. Dużo pięknych hoteli, ładna plaża i pyszne jedzenie: szczególnie owoce morza! Homary, krewetki, kraby- wszystko można najpierw pooglądać w akwariach i wybrać sobie, co ma znaleźć się na naszym talerzu. Trzeba przyznać, że moja rodzicielka była bardzo zaniepokojona o dalszą część mojej podróży. Kochana, zatroskana mama próbowała mnie przekonać, abym wróciła z nią do domu. Dobrze, że jej nie posłuchałam;) Już po kilku moich telefonach, w których z zachwytem opowiadałam o naszych przygodach przekonała się, że nie musi się tak bardzo martwić, bo Ola z Kingą to całkiem zaradne dziewczyny:) Tak więc z Sajgonu poleciałam do Kuala Lumpur spotkać się z przyjaciółką, podróżującą od pół roku po Azji południowo-wschodniej. Polecam Wam bloga Kingi, gdzie znajdziecie opis wyprawy, przepiękne zdjęcia a także masę cennych informacji, które można wykorzystać do zaplanowania swojej podróży: www.gadulec.me

Kuala Lumpur to była jedna, wielka przygoda.

Spałyśmy na Couchsurfingu u Nigeryjczyka, który okazał się genialnym hostem. Był to wesoły 39 latek, który uwielbia poznawać ludzi z całego świata. Nie dość, że zabierał nas na świetne imprezy w gronie swoich znajomych, to jeszcze mieszkał w apartamentowcu, gdzie na 37 piętrze znajdował się basen z widokiem na Kuala Lumpur. To było najprzyjemniejsze leczenie się z kaca w moim życiu:) Muszę przyznać, że w Kuala Lumpur nie zwiedziłam za dużo. Przyczyną była naprawdę wyczerpująca temperatura, a także wilgotność powietrza. Udało nam się natomiast zrealizować projekt „Ściana marzeń” w dwóch ciekawych miejscach. Opis projektu możecie znaleźć tutaj, a relację ze spotkania z malajskimi dziećmi możecie przeczytać tutaj. Kolejne dwa opisy spotkań z dziećmi w Malezji i Tajldandii będą gotowe już niebawem.

Z Kuala Lumpur wyskoczyłyśmy na 3 dni zobaczyć plantacje herbaty w Cameron Highlands. To właśnie w drodze tam pierwszy raz łapałam stopa. Przed wyjazdem pomysł jeżdżenia po Azji autostopem wydawał mi się głupi. Bo niebezpiecznie. Bo po co? Bo przecież mam pieniądze na transport! W Azji przejechałam stopem około 1000 km i teraz wiem, że to super przygoda, do której na pewno będę chciała wrócić. Bo kto by nie chciał przejechać się tirem czy na pace pick-upa? Jest fun!

Plantacje były piękne, a herbata doprawdy pyszna! Moja rodzina i znajomi mogą to potwierdzić, bo zostali solidnie obdarowani:) W Cameron Highlands poznaliśmy naprawdę świetnych ludzi i to prawie samych Polaków! Dzięki nim wiem, że podróżować można na prawdę za nie wiele, życie nie kończy się po ślubie, a podróż stopem po Azji to niewielkie wyzwanie w porównaniu z trasą Polska-Azja 🙂

Z plantacji wróciłyśmy do Kuala Lumpur, z którego leciałyśmy na półwysep Crabi. Przez 4 dni opalałyśmy się, pluskałyśmy w morzu na przepięknej wyspie Railay, piłyśmy wodę kokosową i odbywałyśmy masaże tajskie. Po pobycie tam wprawdzie wyglądałam jak raczek,skóra schodziła mi płatami, ale było naprawdę fajnie!

Stamtąd musiałyśmy przemierzyć dosyć długą trasę około 800 km z Bangkoku do Chiang Mai (STOPEM ;)) a później jeszcze 3 h busikiem, aby dostać się do wioski Pai, gdzie przez 2 tygodnie byłyśmy wolontariuszkami w obozie słoni. O tej ciekawej przygodzie możecie przeczytać tutaj: http://szczesciolog.pl/o-wolontariacie-w-thoms-pai-elephant-camp/

Podsumowując dochodzę do kilku wniosków:) Po pierwsze szalenie zmieniło się moje myślenie o nie zorganizowanych wyjazdach. Przed Malezją i Tajlandią bałam się stopa, strasznych warunków, owadów, szczurów, myszy, złodziei i noszenia ciężkiego plecaka. Teraz stwierdzam, że może jedynie szczury dalej są dla mnie postrachem. Nauczyłam się egzystować w marnych warunkach, co po hotelach na objazdówce było dosyć wymagające. Łapiąc stopa cieszyłam się jak małe dziecko widzące nową zabawkę. Nikt mnie nie okradł ani nie zrobił niczego złego. Poznałam ogrom wspaniałych ludzi z całego świata, którzy z uporem realizują swoje marzenia. Większość z nich ciężko zapracowała na możliwość zobaczenia tych pięknych azjatyckich zakątków. Oni wszyscy udowodnili mi, że można! Że wcale nie trzeba mieć dużo pieniędzy, żeby podróżować. Chodzi o motywację i umiejętność zaoszczędzenia. Czasem ludzie odkładają na kilku miesięczny wyjazd przez kilka lat.  Co jeszcze wyniosłam z tego wyjazdu? Coraz większą swobodę posługiwania się językiem angielskim. Wprawdzie moja pewność siebie w tym temacie zanikała trochę, kiedy byłam otoczona przez native speakerów, ale teraz stawiam sobie wyzwanie dalszej pracy nad tym językiem. Ponad to pierwszy raz naprawdę poczułam się Obywatelką Świata. Poczułam, że mogę mieszkać gdziekolwiek chce. W trakcie 2 tygodni wolontariatu zaczęłam wsiąkać w wioskę, czując się tam coraz bardziej jak u siebie. Może kiedyś wsiąknę jeszcze bardziej w jakieś inne miejsce na Ziemi. Podczas wyprawy odkryłam co sprawia, że jestem szczęśliwa. Radość z obserwacji i poznawania tak różnych ludzi nie może równać się dla mnie z niczym innym. Ta podróż to dla mnie możliwość wyjścia poza schemat: liceum-studia-praca! Widzę, że można inaczej. Wiem też, że nie ma dobrych i złych schematów. Każdy wybiera swoją drogę. Ja staram się rozumieć przeróżne style życia osób wokół mnie. Akceptuje je wszystkie, jestem tolerancyjna, każdy sprawuje pieczę nad swoim życiem. Ja chce stawać się coraz bardziej odpowiedzialna za jakość mojego życia, robić to, co sprawia, że jestem szczęśliwa. Między innymi dzięki tej podróży moje życie zaczęło być naprawdę niezłą przygodą! Ciekawe co wspaniałego jeszcze się wydarzy:)

Szczęśliwiej!

 

 

Related Articles

  • www.pg-bezadresu.blogspot.com

    Wspaniale! 🙂 Azja jest niesamowita, autostop czaderski, ale rzeczywiście ludzie są największą wartością! Super, że udało nam się spotkać i mamy nadzieję do następnego razu! 🙂

    • Szczęściolog

      Ja również się bardzo cieszę, że Was poznałam! Teraz przy moich opowieściach mówię o Was jako o przykładzie nietuzinkowego małżeństwa, które tak dzielnie spełnia wspólnie swoje marzenia! Pozdrawiam i życzę udanej, dalszej części wyprawy!