Olaboga boje się psychologa! Psycholog Full view

Olaboga boje się psychologa!

Witam Was po dłuuugiej przerwie!

Najpierw trochę prywaty. Długo nie pisałam i nie zamierzam obiecywać, że teraz to już bloga będę prowadzić regularnie! Pewnie nie:) Są takie dni, że się nie chce, że nie ma weny! Pomyślicie no tak, nie miała weny przez ostatnie 10 miesięcy- co z niej za blogerka. Wenę miałam, natomiast było ileś racjonalnych argumentów, które mój mózg mi podsuwał dlaczego bloga nie pisać:

1) spotkałaś się z krytyką- ludziom się nie podoba to co robisz, daj sobie siana!

2) tak szybko z tego kasy nie zarobisz, skup się na czymś bardziej dochodowym

3) nie jesteś wystarczająco merytoryczna na tym blogu, nie jesteś wystarczająco dobra

I taka walka trwała. Między moim wewnętrznym krytykiem a sercem, które mówiło: „kurcze stara sprawia Ci to frajdę, no dalej, nie poddawaj się” 🙂 A dodatkowo spotkałam kilka osób, które pytało „Ola poddałaś się z tym blogiem, ja czytam”! A więc jestem! Dzisiejszy post będzie o wielkim strachu, o przyznaniu się do słabości, o tym, że nie dajemy sobie rady, a lekarz od duszy jest poronionym pomysłem! A jakie są później konsekwencję ucieczki od swoich problemów, od próby zmierzenia się z nimi? Depresja, depresja- wszędzie wokół mnie ostatnio ona! A jak nie ona, to dłuższe stany obniżonego nastroju i słuchanie „żyć mi się nie chce”.

Chce Was dzisiaj namówić do takiej obserwacji. Zwróćcie uwagę na to siebie, kiedy jesteście chorzy. Somatycznie chorzy. Gardło boli, kichacie, z nosa się leje, jesteście osłabieni. A co było wcześniej? Może duży stres? Może problemy finansowe? A może pojawił się nagle jakiś czołg w postaci „bliskiej” osoby, która emocjonalnie Was rozjeżdża? Rozszarpuje Wasz mózg dzień po dniu i sprawia, że nie umiecie się na niczym skupić? I czujecie się coraz gorzej, siły Was opuszczają i gardło zaczyna boleć. Albo… kręgosłup! Mój krąg w odcinku piersiowym nawala od 2 lat. USG, tomografie i nic, czyściutko! Dlaczego? Mięśnie wokół kręgosłupa za słabe, zaniedbane i z głowy idą negatywne sygnały, ciało się spina, nie wydala, organizm znajduje sobie słaby punkt! No i boli!

Dlatego właśnie wracam do głównego tematu. Zajmijcie się swoją duszą, jeśli oczywiście tego potrzebujecie. Ja osobiście uważam, że każdy ma jakąś kwestie do przepracowania i nie jest to moje napędzanie rynku, w obszarze którego sama będę pracować.  Może przyjaciel to dobre wsparcie, ale nie zawsze. Są takie obciążenia, których nasi przyjaciele nie są w stanie udźwignąć. Trujemy siebie i ich, mogą doradzić, ale czasem też nie mają już siły. Zachęcam Was do sięgnięcia po profesjonalną pomoc. Pójście do psychologa nie równa się temu, że jesteśmy słabi. Dla mnie to jest właśnie oznaka siły, wyrażenie chęci zawalczenia o siebie. Szczególnie mężczyźni mają z tym problem. Pamiętam komentarz mojego Taty jak kiedyś odbierał mnie od pani psycholog. „Dziecko jest z Tobą aż tak źle, że musisz chodzić do psychologa? Może ja Ci mogę pomóc?”. Dla mnie to nie wstyd, wiele moich znajomych też chodzi, też walczy bo kurcze to życie łatwe nie jest!

A skonfrontowanie się z własnym życiorysem, swoimi potyczkami, błędami, doświadczeniami to dopiero jest wyzwanie! Jedno z cięższych zadań w moim życiu! Ale warto!

I ostatnie: jeśli już idziecie to wybierzcie dobrego specjalistę! Ja już raz bardzo się sparzyłam. Na Śląsku mam rozeznanie w ludziach z branży, mogę pomóc w razie potrzeby. I już naprawdę ostatnie: jedna wizyta Was nie uzdrowi, to nie dotyk czarodziejskiej różdżki, to proces, który warto przejść!